Kwestia prowadzenia lekcji religii w szkołach powraca co roku. Zgodnie z przepisami, są to zajęcia nieobowiązkowe. W praktyce, lekcje religii już na początku roku są wpisane w plan lekcji każdej z klas, zanim okaże się, czy w ogóle są chętni do uczestnictwa w tego typu zajęciach.
Szef MEiN w wywiadzie był pytany także m.in. o ograniczenie biurokracji w szkole i zmiany podstawy programowej „Zrobimy porządek z biurokracją i jest już gotowe rozporządzenie w tej sprawie. Przedstawimy w nim enumeratywnie listę dokumentów, których kurator może żądać od dyrektora, a dyrektor od nauczyciela.
Episkopat wyjaśnia. Religia nie jest przedmiotem dodatkowym. Jest to przedmiot do wyboru, który staje się obowiązkowy po złożeniu stosownego oświadczenia przez rodziców lub pełnoletnich uczniów – podkreśla w oświadczeniu przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, bp Marek Mendyk.
Onet Wiadomości Kraków. "Czy niechodzenie na religię jest karalne?". Archidiecezja Krakowska straszy konsekwencjami. Uczniowie krakowskich szkół otrzymali ulotkę przygotowaną przez Archidiecezję Krakowską. Dowiedzieli się z niej m.in., że nieuczęszczanie na religię wiąże się z brakami w edukacji. Sprawę opisuje "Gazeta Wyborcza".
. Rodzice na ogół chcą lekcji religii w szkołach. Inaczej niż młodzież. I nic dziwnego, biorąc pod uwagę, jak w Polsce wygląda katecheza. Większość rodziców chce nauki religii w szkołach. Większość uczniów w wieku 15–19 lat nie chce. Tak wychodzi z sondażu na zlecenie „Gazety Wyborczej”. Dziennik zachęca do rozmowy rodziców z dziećmi na ten temat. Słusznie, bo z nauką religii w szkole publicznej mamy problem. Czytaj także: Wszystko, czego nie wiemy o lekcjach religii. Kto i za co właściwie płaci? Chodzą na katechezę, bo muszą Z jednej strony obowiązujące w Polsce prawo, w tym konstytucja, dopuszcza naukę religii w szkołach i określa jej zasady. Dopuszcza też naukę innych konfesji chrześcijańskich, nie tylko rzymskokatolickiej, a także innych religii niż tylko chrześcijaństwo. Wynika to z wolności religijnej, którą konstytucja gwarantuje obywatelom. Oznacza to także, że rodzice mają prawo nie posyłać swych dzieci na lekcje religii, a uczniowie nie brać w nich udziału. W praktyce prowadzi to jednak do różnych kłopotów, bo w Polsce, inaczej niż w większości demokratycznych państw Europy, konfesja rzymskokatolicka dominuje. Rodzice i dzieci mogą być pod presją otoczenia. Wolą się nie wychylać. Odpowiadają, że chcą religii, a w rzeczywistości chcą świętego spokoju dla siebie i swoich pociech. Stąd tak wysoka frekwencja na lekcjach religii w szkołach podstawowych i średnich. Uczniowie deklarują, że nie chcą chodzić na katechezę, ale chodzą. Czytaj także: Dużo religii w nowym programie szkolnym Polska katecheza to raczej katechizacja Drugi problem polega na tym, że w Polsce nauka religii oznacza w praktyce katechizację, czyli wpajanie zasad wiary katolickiej i lojalności wobec instytucji Kościoła. W wielu krajach zachodnich nauczanie religii w szkole publicznej polega na... nauczaniu religii, czyli na przekazywaniu elementów religioznawczej wiedzy o chrześcijaństwie, islamie, judaizmie, hinduizmie, buddyzmie. Gdy moje córki chodziły do podstawówki w Londynie, miały zajęcia o islamie i hinduizmie, które współprowadziły z nauczycielem dzieci z rodzin wyznających te religie. Córki bardzo lubiły te zajęcia. Brały też udział w szkolnych spotkaniach z okazji ważnych świąt każdej z religii, którą reprezentowali ich koledzy i koleżanki. Dzięki temu wyrabiały w sobie szacunek dla innych wyznań i religii. Lekcje religii czy indoktrynacja Kolejny problem polega na tym, że armia katechetów wynagradzana z pieniędzy publicznych nie zawsze nadaje się na nauczycieli. Bywa, że wykorzystują oni lekcje nie do nauki o chrześcijaństwie, Biblii, etyce katolickiej, ale do indoktrynacji uczniów przeciwko rzekomym „wrogom” Kościoła i katolicyzmu. Taka nauka religii nie służy dobru ucznia, nastawia go wrogo do inaczej wierzących czy myślących. Na tym kapitału społecznego zaufania się nie zbuduje. Czytaj także: Katecheci szkolnymi wychowawcami Co gorsza, nauka religii w szkole i jej nauczyciele są w istocie rodzajem państwa w państwie. Podlegają bardziej władzy kościelnej niż świeckiej, a świecka, zwłaszcza pod obecnymi rządami prawicy narodowo-katolickiej, nie kwapi się do merytorycznej kontroli zajęć i katechetów. Gdyby udało się kiedyś rozwiązać lub złagodzić wyliczone problemy, rodzice i uczniowie nie mieliby o czym rozmawiać. Rzetelna wiedza o chrześcijaństwie, Kościele, innych religiach jest czymś dobrym i pożądanym w czasach, kiedy tak wiele konfliktów wynika z religijnej ignorancji.
Uczniowie nie muszą chodzić na religię, ale... zgodnie ze statutem szkoły jest to przedmiot obowiązkowy. Po co taki zapis? Jak tłumaczy dyrekcja placówki, by nie budziło kontrowersji, że w jej budynku organizowane są np. rekolekcje i msze św. z okazji początku i zakończenia roku szkolnego. To tłumaczenie satysfakcjonuje Wielkopolskie Kuratorium Oświaty, ale nie członków Fundacji „Wolność od religii”, która wnioskowała o wszczęcie kontroli w tej sprawie. - Okazuje się, że w Polsce, w której rządzi PiS, w statutach szkół, można już wprowadzić zapis, że religia jest obowiązkowa, ponieważ w klasach wiszą krzyże, spowiedź jest organizowana np. w kantorku wuefistów, rekolekcje odbywają się w szkole zamiast normalnych lekcji, a katolicka msza na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego zawsze jest w sali gimnastycznej - oburzają się członkowie tylko część tekstu. W dalszej części artykułu przeczytasz czy w szkole w Tulcach są uczniowie, którzy nie chodzą na religię. Dowiesz się też, dlaczego fundacja chce wysłać kolejne pismo do Wielkopolskiego Kuratorium TEŻ:Ksiądz, rabin i imam poprowadzili wspólne rekolekcje dla poznaniakówŹródło: TVN24/x-news
niechodzenie na religie w szkole